Po szczęśliwym zwycięstwie nad Widzewem Łódź w ubiegłej kolejce lubinianie zapowiadali, że jadą do Stalowej Woli po kolejne trzy punkty, jednak gra defensywna, jaką podopieczni Dariusza Fornalaka zaprezentowali w meczu z Łodzianami, nie napawała optymizmem. Niestety obawy, co do gry obronnej lubińskiego zespołu potwierdziły się. Lubinianie po prostym błędzie Grzegorza Bartczaka w 48 minucie ulegli piłkarzom Stali 1-0.
Pierwsze minuty meczu nie wróżyły wielkich emocji. Na bramkę rywala starali się atakować zarówno gospodarze, jak i podopieczni Fornalaka, ale poza dośrodkowaniem Treli i niecelnym strzałem Kędziory w pierwszym kwadransie nic ciekawego się nie działo. Nieco ciekawiej zrobiło się w okolicach 12 minuty, kiedy to w polu karnym Zagłębie znalazł się Salami, jednak przegrał on pojedynek z Aleksandrem Ptakiem.
Prawdziwe emocje na kibiców czekały dopiero w drugiej odsłonie meczu. Krotko po wznowieniu gry w drugiej części gospodarze objęli prowadzenie, którego nie oddali już do końcowego gwizdka arbitra. Po dośrodkowaniu w pole karne Zagłębia Bartłomieja Piszczka w piłkę nie trafił Grzegorz Bartczak. Kiks lubińskiego obrońcy wykorzystał Abel Salami, i atomowym uderzeniem z jedenastu metrów nie dał najmniejszych szans na skuteczną interwencję Ptakowi.
Po straconej bramce piłkarze Zagłębia ruszyli do odrabiania strat i już niespełna 8 minut później mogli doprowadzić do wyrównania, jednak uderzenie Iliana Micanskiego trafiło wprost w ręce golkipera gospodarzy. Bramkarza Stali nie udało się także pokonać Michałowi Golińskiemu, który w 82 minucie zdecydował się na uderzenie z blisko 40 metrów, a piłka po jego strzale minimalnie chybiła celu. Swoje akcje mieli także gospodarze, którzy grając „długą” piłką starali się zaskoczyć defensywę lubinian, jednak pomimo trzech dogodnych sytuacji, podopiecznym Władysława Łacha sztuka ta się nie udała i spotkanie zakończyło się jedno bramkowym zwycięstwem Stali Stalowa Wola.